Generalnie mój problem z angielskim polega na braku konwersacji i jak przyjdzie do rozmowy, to nie potrafię swobodnie, na czas, przypomnieć sobie słówka, które przecież znam.
I co myślę ... ogólnie uczucia mieszane. Dużo śmiechu miałem z przesadnie amerykańskim akcentem jednego z lektorów. Piszę przesadnie, ponieważ w Europie takiego się nie usłyszy a i na amerykańskich filmach, czy nawet filmikach z życia wziętych na Yutubie tak nie mówią. Np. zawsze słyszałem że słówko bardzo wypowiada się "wery", a tam jest "wjery" i to z wyraźnym akcentem na "j" itp. Wydaje mi się, że również trafiłem na błąd w tłumaczeniu (chociaż tu głowy nie dam, bo przecież dopiero się uczę), ale.. No właśnie jest jakieś ale - PO ZAKOŃCZENIU KURSU, FAKTYCZNIE SWOBODNIEJ MI SIĘ ROZMAWIAŁO !!! Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego, bo później nawet próbowałem to analizować i w moich rozmowach nawet nie było zbyt wiele fraz i zdań z kursu, ale MIMO TO ROZMAWIAŁO MI SIĘ ŁATWIEJ I PŁYNNIEJ. Zaciekawiło mnie to do tego stopnia, że spróbuję jeszcze raz z jakimś innym językiem (może hiszpański), jako zupełnie początkujący i zobaczymy jakie będą efekty. Jak skończę, to dam Wam znać. Pozdrawiam

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz